50 milionów zielonych dolarów. Ogromna kwota nawet dla developerów światka growego. Jednak dla Microsoftu cena taka nie jest niemożliwa do zdobycia, bowiem podobno takimi pieniędzmi gigant z Redmond „zachęcił” Rockstar do stworzenia dwóch ekskluzywnych dla Xboxa 360 dodatków do Grand Theft Auto IV. Premiera pierwszego była często przekładana – najpierw mówiło się o wakacjach 2008 (czyli stosunkowo krótko po wydaniu podstawki), później jesieni i zimie tegoż samego roku. Dokładne informacje otrzymaliśmy jednak dopiero w grudniu, kiedy to zaprezentowano nazwę i datę wydania DLC. Otrzymał on tytuł Lost & Damned, zaś jego premiera odbyła się siedemnastego lutego Anno Domini 2009. Zapomnijmy jednak o początkowych problemach z pobraniem dodatku w Polsce, a zacznijmy recenzję najlepszego DLC w historii konsol! Grę zaczyna świetne intro. Motocyklowy gang Lost M.C. odbiera swojego szefa Billy’ego z odwyku. Krótka gadka i cała grupa zaczyna rajd przez miasto. Klimatyczna muzyka metalowa w tle, połączona z widokiem bezwzględnych „braci” sunących po autostradzie napawa od razu optymizmem. Następnie kolejna cut-scenka i wreszcie możemy samodzielnie ruszyć w drogę po ulicach Liberty City. Za kierownicę choppera zasiadamy jako Johnny Klebitz, wiceprezydent Lost. Za nami siada wspomniany już Billy, który pomimo początkowej radości, w klubie nie czuje się już tak dobrze. Jak się bowiem okazuje, podczas jego nieobecności Johnny pozbył się motocykla swego szefa. Chwila jazdy i już wiadomo kto go przetrzymuje – rywale naszego gangu, Angels of Death. Historia opowiedziana w dodatku jest naprawdę dobra, podobnie zresztą jak misje, nawiązujące do „podstawki”. Mamy tu dla przykładu po raz kolejny misję w muzeum, tym razem ukazaną dla przykładu. Dowiadujemy się także skąd się coś wzięło w oryginalnym Grand Theft Auto IV. Choć aktor podkładający Niko nie nagrywał nowych dialogów, to jego postaci nie zabrakło w dodatku. Pojawia się samodzielnie w kilku cut-scenkach, zaś na początku przewija się w dialogach członków Lost jako „fuckin Polack”. Ot, taki mały ukłon w stronę naszych amerykańskich kolonii. Nowością w Lost & Damned jest możliwość przewodzenia swoimi towarzyszami. Oczywiście nie byłoby to możliwe gdyby nie nasza władza w klubie, która ciągle wzrasta. Na początku musimy ciągle jechać w szyku za Billym, ale później mamy już dostępną kontrolę wyłącznie dla siebie. Dodatkowo, w każdej chwili chętni do pomocy są nam dwaj kumple – Clay i Terry. Wystarczy wybrać numer jednego z nich i zadzwonić z prośbą o support w misji. Wspomniani przyjaciele mogą również wesprzeć nas w innych kwestiach. U Claya można zamówić motocykl, zaś Terry ma swój własny sklep-furgonetkę napakowany wszelaką bronią. Jest także Jim, do którego dzwonimy gdy potrzebujemy jednej z pięciu dostępnych u niego, darmowych giwery. Dodatek nie jest jakoś wyjątkowo długi. Ukończenie dwudziestu dwóch misji głównych powinno Wam zająć około 8 godzin. Przejście gry na 100% zajmie już trochę więcej. Rockstar nie zapomniało bowiem przygotować side-questów. Mamy tu między innymi wyścigi motocyklowe, które jednak różnią się od tych z podstawowego Grand Theft Auto IV. Możemy w nich korzystać z kija baseballowego do zrzucania oponentów. Odbywa się to poprzez przytrzymanie i puszczenie kolejno X i B dla uderzenia w stronę lewą i prawą. Jest nawet achievement za zrzucenie 69 przeciwników. Oprócz wyścigów, twórcy przygotowali także wojny gangów. Dojeżdżamy do konkretnego miejsca na motorze i spotykamy się z kumplami z klubu. Wykorzystujemy tu wspomniany wcześniej system przewodzenia drużyną. Jedziemy w szyku wprost do miejsca gdzie aktualnie przebywają przedstawiciele Angels of Death i rozpoczynamy atak. Warto chronić swoich towarzyszy, gdyż jeśli przetrwają, zwiększają oni swoje doświadczenie, dzięki czemu są lepsi niż nowicjusze zastępujący miejsca „umarlaków”. Znaleziono jednak miejsce na trochę mniej „normalne” zadania. Nie zabrakło przez wielu znienawidzonych ptaków do ustrzelenia. Tym razem nie są to jednak gołębie a 40 mew. Znalazło się także miejsce na odszukiwanie motocykli rozmieszczonych po całym mieście. Naszym głównym safe-housem od początku gry jest klub. Oprócz starego materaca znajdziemy w nim także komputer i telewizor, czyli to co porządna kryjówka w GTA powinna posiadać. Jednakże jest on także dobrym miejscem do hazardu. Na piętrze bowiem inni członkowie The Lost zrobili sobie mini-kasyno. Możemy dołączyć się do nich, próbując swych sił w kilku grach, jak wariacja na temat karcianej zgadywanki, czy siłowanie się na rękę. A jak ktoś lubi ładne widoki, to na parterze może popatrzyć na seksowną striptizerkę w klatce ;) Bardzo ważnym atutem DLC jest ulepszenie modelu jazdy. Wszyscy, którzy grali w „podstawkę” zapewne pamiętają uciążliwe misje z motocyklami w roli głównej. Tym razem zaprezentowano bardziej arkadowe podejście. Nie można co prawda wchodzić spokojnie w zakręty przy setce na liczniku, ale zdecydowanie trudniej jest spaść z pojazdu. Ten aspekt, razem z hardkorowym klimatem, tylko oddalają nas od chęci jazdy samochodem. Nie ma też zresztą po co używać aut – w misjach będziemy musieli z nich korzystać najwyżej raz, czy dwa. Na koniec jeszcze trochę o multiplayerze. Wprowadzono kilka nowych trybów, jak choćby „berek” na motocyklach, czy dowożenie świadków przez policję, gdy ta atakowana jest przez The Lost. Jednakże jest coś, co może Was porządnie wnerwić, jeśli często gracie po sieci w Grand Theft Auto IV. Bowiem, by zagrać w klasyczne tryby multi musimy odpalić podstawkę! Jest to co najmniej dziwne, zważając na to, że by pojeździć Johnnym po Liberty City, musimy korzystać z płyty oryginalnego GTA. Podsumowując, Lost & Damned jest zdecydowanie najlepszym dodatkiem jaki kiedykolwiek zawitał na Xbox Live! Świetny klimat, czy niezła fabuła przeplatająca się z wątkiem podstawki, to tylko kilka z plusów DLC. Jeśli nie podobało Wam się GTAIV i tak powinniście wypróbować L&D, bowiem można powiedzieć, iż są to dwie różne produkcje. Pięćdziesiąt milionów zielonych zostało naprawdę dobrze wydane przez Microsoft.
Ocena ogólna: 9.5 | ||||
niedziela, 21 marca 2010
Grand Theft Auto IV: The Lost and Damned - Recenzja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz