niedziela, 21 marca 2010

Dragon Age: Początek - Recenzja

Zawsze gdy ktoś mnie pyta o najlepsze studio tworzące eRPeGi, bez skrupułów odpowiadam – BioWare. Dlaczego? Bo ludzie z tego teamu potrafią zrobić grę fabularną w każdej konwencji: czy to rozbudowany, kosmiczny świat (Mass Effect), feudalna Azja (Jade Empire), czy old-schoolowy tytuł, który kojarzą wszyscy gracze (Baldur’s Gate). A i jedna z najpopularniejszych licencji filmowych to dla nich pikuś (Star Wars: Knights of the Old Republic, a wkrótce MMO z tejże serii). Czekając na nadchodzący co raz większymi krokami, drugi Efekt Masy, zainteresowałem się nowym tworem BioWare, czyli Dragon Age: Początek. Gdy więc napisał do mnie nasz naczelny z propozycją zrecenzowania wydawanej już przez EA gry, przytaknąłem z radością.

Zacznijmy od tego, co w RPG jest bardzo ważne, czyli historii. Co już na początku może się podobać, to aż sześć tytułowych „Początków”, jakie możemy wybrać dla naszego bohatera. Są one zależne od tego, jaką rasę wybraliśmy w kreatorze postaci (całkiem rozbudowanym, warto nadmienić). Mamy między innymi ludzkiego szlachcica, krasnoluda podziemnego, czy dalijskiego elfa. Oprócz tego możemy wybrać również profesję naszego herosa, która jest zależna od tego jaki obraliśmy „Początek”. Ukończenie go zajmuje od 1 do 2 godzin i pozwala nam poznać główną mechanikę gry. Podczas tegoż questu poznajemy Szarego Strażnika, który korzystając z historycznych dokumentów pozwalających grupie tej na pobór nowych członków, namawia nas do dołączenia do słynnych obrońców Fereldenu (tak nazywa się świat gry). Później okazuje się, że nasze zadanie będzie polegało na namówieniu czterech sprzymierzeńców do walki z plagą Mrocznych Pomiotów, które od lat nie zagrażały powierzchni kontynentu. Tym samym odwiedzimy zamek Redcliffe, gdzie znajdziemy chorującego Arla Eamona, Głuszę Korczari, zamieszkaną przez elfy, krasnoludzkie miasto Orzamar, wieżę Kręgu Magów i kilka innych miejsc.

Jak na rasowego eRPeGa przystało, w produkcji nie mogło zabraknąć wielu questów pobocznych. W tym miejscu muszę uspokoić osoby mające styczność z Mass Effect – w Dragon Age dodatkowe wątki są zdecydowanie bardziej ciekawe i nie tak nudne jak w przypadku Efektu Masy. Często posiadają one rozbudowane wątki, co przypomina takie tytuły jak choćby Oblivion. Większość takowych zadań otrzymujemy od różnorodnych osób – kantora, czy członków Gildii Magów lub Nieregularnych Blackstone. Questy poboczne często pojawiają się w naszym dzienniku także podczas rozgrywania wątku głównego.

Tworząc Dragon Age, BioWare miało w zamiarze stworzenie „dark fantasy”. Cóż, może nie wyszło im to jakoś wybitnie dobrze, ale zalążek pod „ciemny” świat twórcy mają. Dla wyjaśnienia – zwrot „dark fantasy” niekoniecznie musi określać, że w danym produkcie jest mnóstwo krwi i seksu (chociaż tych elementów w DA również nie brakuje), a raczej jest on powiązany z mrocznością fabularną. Według developera Ferelden opanowany jest przez wszechobecny rasizm, w szczególności pomiędzy ludźmi a elfami – ci pierwsi podporządkowali sobie bowiem naszych leśnych przyjaciół i zmusili do niewolnictwa. Jednakże z drugiej strony w grze właściwie w ogóle nie odczuwać tej całej nienawiści. Gracie elfem? Cóż, nie spodziewajcie się, że wszyscy w stolicy kontynentu, Denerim, będą wytykali waszą postać palcami i obrzucali zgniłymi warzywami. Może druga część gry pokaże nam mroczniejsze oblicze Fereldenu, na co osobiście mam ogromną nadzieję.

Pozostając jeszcze przy scenariuszu, warto wspomnieć, że kolejną wielką zapowiedzią ze strony BioWare było wprowadzenie sytuacji, w których staniemy przed trudnymi wyborami. I rzeczywiście, to właśnie my, jako Szary Strażnik dzięki zdobytemu wśród ludzi szacunkowi będziemy decydować nie tylko o sprawach tyczących się jednej postaci, ale i całego Fereldenu. Niejednokrotnie będziemy musieli zdecydować, czy warto kogoś pozostawić przy życiu, czy też go zabić, a nasz wybór może mocno odbić się na stosunkach z członkami drużyny. Ci z kolei posiadają w większości przypadków bardzo rozbudowane charaktery, wśród których osobiście najlepiej wspominam elfa-zabójcę Zevrana i znanego z pijaństwa krasnoluda z Orzamaru, Oghrena. Zresztą warto wspomnieć, że cały ród mieszkających pod ziemią Niziołków jest wyjątkowo zabawny w jednej kwestii – wszyscy oni boją się, że gdy wyjdą na świeże powietrze uniosą się ku niebu, gdyż świata tego nie okrywa znany im z jaskiń „sufit”. BioWare potrafi w Dragon Age rozbawić i to trzeba im przyznać.

Niektórzy mogą się zastanawiać w jaki sposób przemieszczamy się po całym Fereldenie. Osobiście nie jestem zbytnim zwolennikiem tak otwartych eRPeGów jak Oblivion, czy Fallout 3 (choć ten pierwszy tytuł bardzo mi się podobał), więc ucieszył mnie sposób, w jaki magiczną krainę przedstawiono w DA. Gra podzielona jest na kilkanaście miejscówek, między którymi przemieszczamy się za pomocą mapy świata. Oprócz kluczowych dla fabuły lokalizacji, jak stolica Denerim, czy wioska Redcliffe z zamkiem Arla Eamona, kilka znaczników na mapie pojawia się jedynie jako miejsca rozgrywania małych questów pobocznych, których zadaniem jest np. uratowanie kupców zaatakowanych przez Mroczne Pomioty.

Oddzielny akapit warto poświęcić również walce, która przecież towarzyszy nam przez długie godziny gry. System batalii jest podobno lepiej rozwiązany w wersji pecetowej, ale jako, że nie miałem okazji jej testować, pozostanę przy edycji konsolowej. Walka stawia na system turowy, co akurat nie każdemu musi się spodobać. Całość polega więc na tym, że naciskamy A na padzie i obserwujemy jak nasza postać wymienia się ciosami z oponentem, a podczas tego możemy jedynie uzdrowić naszą postać stosownym eliksirem lub skorzystać z jakiejś umiejętności specjalnej, czy czaru w przypadku maga. Wykonujemy to za pomocą dwu poziomowego „szybkiego paska” w prawym dolnym rogu ekranu (obsługiwanego przez przyciski X, Y i B, a także ich kombinacje z RT), do którego możemy przypisać dowolne akcje, np. szybkie wypicie lirium, uzupełniającego naszą siłę magiczną. Na wyższych poziomach trudności konieczne staje się także kontrolowanie poczynań naszych towarzyszy przy użyciu aktywnej pauzy, która umiejscowiona została na lewym triggerze. Trochę przeszkadza znajdujący się na środku ekranu okrąg, będący w pewnym sensie rozbudowaną wersją wspomnianego wcześniej „szybkiego paska”, jednakże mimo wszystko da się ustawić konkretną strategią dla drużyny.

W przypadku recenzji gry wideo konieczne jest także wspomnienie o oprawie audio-wizualnej. Niestety w przypadku grafiki jest średnio. Gra na pewno nie wygląda jak hit na miarę roku 2009, ale i nie jest – jak wiele osób ocenia – tytułem niegodnym pojawienia się na bieżącej generacji konsol. Tekstury ociekają (czasami bardzo wieloma) ząbkami, niektóre są mocno rozmyte, a jeszcze inne walą pikselozą. Dopracowane są za to modele postaci, w szczególności tych z naszej drużyny. Fajnie prezentuje się także chlapiąca na wszystkie strony i pozostająca na ubraniach krew. Archaicznością nie skąpi animacja, która przypomina tą z wspomnianych już wcześniej Obliviona i Fallouta 3. Cóż, do tego jednak takie eRPeGi już nas przyzwyczaiły.

Opisując stronę audio Dragon Age, pominę z kolei aspekt muzyki i dźwięków (które zresztą są bardzo dobre), a skupię się na polskiej lokalizacji. Już na wstępie akapitu trzeba przyznać, iż Electronic Arts odwaliło kawał dobrej roboty. Nowy twór BioWare to jeden z nielicznych tytułów, w których rodzimego dubbingu słuchałem z niemałą przyjemnością. Szczególnie warto wspomnieć o świetnie dobranych głosach do postaci Alistaira, Oghrena i Zevrana. Słabą rolę dostał jednak według mnie Piotr Fronczewski, który odgrywa brutalnego, milczącego i cholernie wnerwiającego (choć niektórzy uważają, że jest on zabawny) Stena. Szkoda, bo liczyłem, że rozmowy z postacią odgrywaną przez Pana Fronczewskiego będą czystą przyjemnością. Na koniec wspomnę jedynie, że główny bohater jest niemy we wszystkich rozmowach i jego głos słychać jedynie podczas wydawania okrzyków wojennych.

Podsumowując, Dragon Age: Początek jest zdecydowanie najlepszym RPG jaki mieliśmy okazję podziwiać w tym roku. BioWare może tym razem nie spisało się na złoty medal, ale ocena 8.5 jak na pierwszą część nowego IP zwiastuje nam porządną serię przygód w świecie Fereldenu. A na razie zachęcam wszystkich na zakupienie DA i wsiąknięcie w te kilkadziesiąt godzin ekscytującej przygody.

Za udostępnienie gry dziękujemy firmie Electronic Arts Polska.

Zalety:
  • bardzo dobra lokalizacja;
  • zapadające w pamięć postacie;
  • dostosowany do realiów konsolowych system walki;
  • humor.
Wady:
  • za mało zapowiadanego dark fantasy;
  • grafika mogłaby być lepsza.
Ocena ogólna8.5
Grafika7
Dźwięk8.5
GrywalnośćOnline
Offline
-
9
ŻywotnośćOnline
Offline
-
8.5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz