niedziela, 21 marca 2010

Dante's Inferno - Recenzja

Przechodzenie przez pasy na czerwonym świetle, żucie gumy na lekcji, obgadywanie szefa po pracy, nieopłacenie abonamentu RTV? Jeżeli masz na sumieniu jeden z tych niecnych występków, z pewnością trafisz do piekła, gdzie będziesz gnić po wsze czasy. Jak wygląda ta mało przyjazna dla skóry i spowita oparami siarki kraina złych duchów oraz krzyków potępionych? Według Visceral Games właśnie tak :) Znaczy standardowo. Piekiełko ma wygląd dosyć mało zachęcający dla osób chcących spędzić tutaj urlop - jest głośno (ludzie wyją z bólu), mało estetycznie (brudno, z walającymi się truchłami) i odrobinę za gorąco. Po obejrzeniu kilku trailerów, zagraniu w wersje demonstracyjną miałem jednak nieodpartą chęć tam trafić. Na nieustępowaniu miejsca starszym osobom miejsca w tramwaju, kupieniu własnej kosy i świętego krzyża nie miałem czasu - posępna muzyka Garry'ego Schymana i napis „Go To Hell!” skutecznie przyspieszyły moją wizytę w sklepie, celem zakupienia własnego egzemplarza gry.

"Przeze mnie droga w miasto utrapienia, Przeze mnie droga w wiekuiste męki, Przeze mnie droga w naród zatracenia. Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki."

Dante Alighieri, Boska Komedia, Piekło, Pieśń III, w. 1–4.

Gra luźno bazuje na poemacie Dantego Alighieri pt. Boska Komedia. W szatańskim produkcie Visceral Games Dante to dzielny krzyżak walczący o lepsze jutro, nawracający przy pomocy ostrych narzędzi niewiernych, a wszystko to pod egidą biskupa i gwarancji zbijania bąków w raju. Wesoła bańka mydlana pęka, czar pryska, gdy po otrzymaniu „śmiertelnegoń ciosu, zamiast na łono Abrahama trafiamy w objęcia śmierci. Na nic zdają się tłumaczenia i maślane oczy, aczkolwiek kosa w plecy, wyrwana wcześniej z rąk kostuchy, bardziej do niej przemawia. Pokonując pana o śniadej cerze de facto rozpoczynamy naszą przygodę. Nasza ukochana - Beatrycze - zaprzedała duszę samemu Lucyferowi, i po otrzymaniu dużej dawki żelaza w brzuch ląduje w śmierdzącym padole. Długo się nie namyślając chwytamy w jedną dłoń kosę, w drugą święty krzyż i ruszamy na misję ratunkową. Tak, do piekła.

"Najgorsze w piekle to nie palący ogień, wieczność męczarni, utrata łaski bożej czy poddanie szatańskim torturom. Najgorsze w piekle jest to, że nie wiesz, czy już się w nim nie znajdujesz."

José Carlos Somoza, Klara i półmrok

Cała historyjka opowiedziana jest w formie genialnych wstawek FMV - jest epicko i ładnie - oraz animacji (forma retrospekcji), gdzie poznajemy losy naszego pupila i jego grzesznych uczynków. Oś fabuły kręci się wokół odbicia Beatrycze, z wysuwającą się na pierwszy plan walką z naszymi osobistymi demonami. Historia jest brutalna, ociekająca hektolitrami krwi, krzykami potępionych oraz wszędobylską golizną i seksem. Brzmi znajomo? Fama głosi, że Dante's Inferno to tylko nędzna kalka, beznadziejna kserokopia God Of War. Że kamera, lista combosów, walki z bossami i główny bohater wydzierający się w niebogłosy przy nadludzkim wysiłku, jakim jest dekapitacja tuzina wrogów. Cóż, Kratosem nie miałem przyjemności biegać po zakątkach Tartaru, jednakże trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy Dead Space'a byli mocno zainspirowani dziełem SCE Santa Monica. Jeżeli nie jesteś chodzącą reklamą ze znaczkiem rzeczonego produktu (GoW) na czole, to nie będziesz trolował na forach i rozdzierał szat. Tym bardziej, że grze daleko do miana gniotu roku.

"Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła."

Karl Popper

Zacznijmy jednak od początku. Gra zaczyna się wręcz wybuchowo, z tak szybko pędzącą akcją, że zastanawiałem się, kiedy ona wreszcie skręci kark i przystopuje, chociaż na moment. Lądujemy więc w pierwszym piekielnym kręgu (których, notabene, jest 9), miotamy sługusami szatana po całym piekle, urządzamy krwawą łaźnię finalnym strażnikom - jest naprawdę bombowo, a Dante zyskał u mnie status pierwszego kozaka, którego nie imają się siły nieczyste. W naszej podróży dobrym słowem wspomaga nas Wergiliusz - wesoły duch, opisujący wyzwania czekające przed nami. Jest naprawdę dobrze, niestety jedynie przez godzinę. Potem mamy wrażenie, że developer „wypstrykał” się z pomysłów, wyciągnął wszystkie swoje asy z rękawa na samym początku i pozostałą część tułaczki spędzamy na monotematycznej zabawie w powtarzanie tego samego - „rachu ciachu, idziesz diable do piachu”. Przed popadnięciem w marazm grę ratuje niesamowicie gęsty klimacik. Mamy tutaj świetny design poziomów, spore wielopoziomowe lokacje, pałętający się pod nogami syf oraz chóralny śpiew, a la main theme z Omena. Gary Schyman odrobił lekcje, i ponownie (po Bioshocku) zachęcił mnie do spokojnego zaznajomienia się z jego twórczością (na bonusowym dysku w edycji kolekcjonerskiej znajduje się kompletny OST). Wszelakie odgłosy, zawodzenia potępieńców brzmią jak najbardziej w porządku. Graficznie tytuł wypadł dość średnio, co może dziwić, zwłaszcza że rok wcześniej cieszyłem się klaustrofobicznymi korytarzami w Dead Space. Lokacje i kolorystyka wypadają należycie, niemalże czuć przytłaczającą atmosferę i swąd gnijących ciał. Swoistą cegiełką jest tutaj kamera, która umiejscowiona jest w taki sposób, by ukazywać poziomy/akcję z jak najlepszej perspektywy. Po części udało się to zrealizować - poziomy wyglądają wybornie, ale odbiło się to negatywnie na elementach platformowych. Skakanie po platformach z tak ustawioną kamerą bywa co najmniej upierdliwie - tak jakby wsadzono Cię do bagażnika i stamtąd kazano kierować autem. Jeżeli chodzi o bestiariusz to w telegraficznym skrócie wygląda to tak - zwykłe jednostki wyglądają mocno przeciętnie (schematyczne, z małą ilością wieloboków i odstających kończyn), jednostki zwykłe inaczej (bossowie) mocno przeciętnie już nie wyglądają. Co więcej, główny designer musiał mieć ciekawe i bujne dzieciństwo tworząc te maszkary. Gigantyczna laska z językami zamiast sutków, z których wypełzają noworodki z ostrzami zamiast rąk? Nie mam pytań.

"Języki piekła Są tępe jak potrójny Język tępego, tłustego Cerbera Sapiącego u bram."

Sylvia Plath, Gorączka 40°

Co by nie głosić prawd objawionych nie napisze, że mechanika gry został żywcem skopiowana z God of War, i jedynymi różnicami są tutaj lokacje i główny bohater. Nie kierujemy tutaj poczynaniami wesołego pana ze żwirowni, tylko twardego krzyżaka. Naszym orężem i nieodłącznym kompanem jest kosa i święty krzyżyk (do odpalanie projectali). Tak, tylko 2 typy broni. Tak, możemy je upgrade'ować, niczym w Dead Space - jest drzewko rozwoju, gdzie przeznaczamy zdobyte orby (za zabitych przeciwników) na odpowiednią umiejętność. By być ścisłym, drzewko rozwoju jest w dwóch odmianach - gdy obracamy w pył piekielne istoty (mashowanie jednego przycisku), punkty lądują na naszym drzewku grzechów - w grze ma ono kolor czerwony. Natomiast, gdy odsyłamy wrogi element do nieba (mashowanie jednego przycisku), owe punkty lądują na naszym drzewku dobrych uczynków - kolor niebieski.

Punkty możemy też nabijać spotykając zagubione dusze, które błąkają się bez celu (właściwie to stoją w konkretnym miejscu) - możemy poznać krótką historię za co dany nieszczęśnik trafił do krainy siarki. Gdy zdecydujemy się pozostawić go w miejscu gdzie go znaleźliśmy, poszerzamy mu uśmiech kosą (punkty lądują na czerwonym drzewku), natomiast przy odesłaniu go wiecznego raju mamy idiotyczną mini gierkę z krzyżem i łapaniem weń kulek, które symbolizują grzechy. Sama walka przy pomocy kosy i krzyża jest wesoła i dynamiczna. W zasadzie przez całą grę nie czuje się potrzeby posiadania większej ilości narzędzi zagłady. Walki z bossami z kolei są arcyciekawe i przy finiszerach opierają się na prostych quick time eventach (kolejność można wykuć na blachę). Występujące w grze puzzle nie spowodują wzrostu szarych komórek, natomiast przy elementach platformowych, jak już wspomniałem, można dostać przysłowiowego pi3rdolca - zwłaszcza, że jeżeli wcześniej zacząłeś upgradeować jakieś elementy+odsyłać kogoś do raju, to całą operację zaczynasz od nowa (nie istnieją save'y w dowolnym momencie). Obok tego jest jeszcze źle zbalansowany poziom trudności, gdzie na najłatwiejszym grałem używając lewej stopy, a po podniesieniu poziomu o jeden stopień w górę miejscami rzucałem padem o ścianę. Co dzieje się na ostatnim poziomie? Cóż, ja dbam o swoje zdrowie psychiczne, więc nie dotykałem tego wynalazku nawet przy pomocy kija.

"Bóg ukrył piekło w samym sercu raju."

Paulo Coelho, Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam

Zdaję sobie sprawę - po ostatnich wideo recenzjach - że Dante przy Kratosie to jak awionetka przy Boeingu 757, ale, cholera, do tej pory awionetką jeszcze nie latałem. Było fajnie, intensywnie przez pierwsze 2 godziny i mroczno. Design, kolorystka poziomów, muzyka Garye'go? Pełen wypas. Solidna - to słowo charakteryzuje tę grę. Lubisz dosadne klimaty, latające piersi, laski, którym wypełza coś z majtek? Łykaj bez zastanowienia. Gra starcza na 6h konkretnego łupania.

Zalety:
  • klimat
  • design lokacji
  • muzyka
  • klawy początek...
Wady:
  • średni środek...
  • nudny koniec
  • krótka
Ocena ogólna7,5
Grafika7
Dźwięk9
GrywalnośćOnline
Offline
-
8
ŻywotnośćOnline
Offline

6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz